niedziela, 11 września 2011

Jubileusz

Między piątym a piętnastym września występuje u mnie wysyp imieninowo-urodzinowy. Najpierw imieniny ma moje przyjaciółka. Potem imieniny i urodziny zarazem moja mama. Potem ja. A na końcu są urodziny mojej teściowej.

Zawsze tak było, że imieniny obchodziłam z tatą i babcią ( ich wypadały dzień po moich) a urodziny z mamą. W tym roku jednak fakt mojego starzenia się przybladł bo świętowaliśmy 70te urodziny mojej mamy. O tym, że jednocześnie ma imieniny sądzę, że też nie wielu pamiętało. Swoją drogą jaki to był kiedyś kiepski zwyczaj dawać dziecku na imię tak "jak sobie przyniosło". Nie chciałabym tak :) A Wy?

Uroczystość odbyła się własnym sumptem w domowym zaciszu wiejskiej "posiadłości". Celowo nie używam słowa imprez, ponieważ jak obliczyłam średnia wieku biesiadników wynosiła 62 lata :) Z tego też powodu było tylko 4 facetów i 7 kobitek. Także tańczyć nie było z kim (zresztą takich "szaleństw" nie było). Plus był taki, że jak kobity chwyciły za gary, to chwila moment było posprzątane. I to też już raczej dzięki temu, że panie starszej daty. Współcześnie nie wyobrażam sobie takiego obrotu sprawy. Biesiadowanie skończyło się po 5 godzinach.

Dało mi to do myślenia.
Pamiętam urodziny z przed 30 lat, gdzie goście byli liczni, mieszani. Tańce, hulanki swawole do późnych godzin nocnych.
Dwadzieścia lat temu, nie było gorzej. Pamiętam ognisko, przez które nawet co nieliczni skakali. Towarzystwo rozłaziło się po kątach i każdy używał imprezy jak lubił. Lub jak mógł. Bo były wtedy obecne 4 pokolenia na raz. Także babuszka z zacisza fotelika podpatrywała zgromadzonych. Najmłodszy w pieluchach darł się wniebogłosy. Starsi paląc, pijąc prowadzili rozliczne dysputy, które wraz z ilością wypitego alkoholu stawły się coraz głośniejsze. Jednych nawet doprowadzały do waśni by za chwilę pogodzić ich we wspólnym śpiewie. Lubiłam jak mój tatuś śpiewał ze swym bratem rodzonym. Takie lekko sprośnie, figlarne pioseneczki. Młodzież przeważnie z dala oddawała się swoim rozrywką.
Dziesięć lat tamu już paru osób zabrakło z towarzystwa. Było ciszej, stateczniej.
Wczorajsze spotkanie było bardzo miłe i doniosłe jednak brakowało mu dużo do dawnego blasku.
A jakie będą moje urodziny za następne dziesięć a już na pewno za dwadzieścia lat... Ja mój mąż i brat (cioteczny) z żoną i to w optymistycznym scenariuszu. Już nawet dalej zaczęłam się bać myśleć. Przeraziło mnie to wszystko. Zawsze przed urodzinami miewałam małe kryzysy związane, że "następny krzyżyk na kark wchodzi", ale jeszcze nigdy nie dopadło mnie to w takiej wersji.


Sorry, że tak smutno poleciałam, ale takie miałam przemyślenia i cóż na to poradzę. W ramach przyjemniejszych tematów. Wiecie jaki miałam problem w co się ubrać :) Na spotkanie z masą starszych ciotek jakoś nie pasowało się ubrać w martensy, nie? :) Postawiłam na klasykę. Czarną sukienkę. Fioletowy szal (mam coś do tego filetu :)) i w ramach "modowego" akcentu założyłam czarne obcasy z noskami i obcasem wężowatym. Nota bene dość szybko zmieniałam je na fioletowe balerinki bo bieganie wokół gości zrobiło swoje.

Jeszcze słówko o włosach. Oczywiście tak jak fryzjer już nie potrafiłam zrobić. Postawić się wg zamysłu też nie chciały. Zaczesywana na bok grzywka też nie do końca trzymała się wyznaczonego miejsca. Także mam "cuś" co samo chciało wyjść. I tak na razie będzie i już.










24 komentarze:

  1. Fiu fiu jaka elegancka :) Śliczności...
    Na pierwszym zdjęciu Cię nie poznałam :) Zmiana fryzurki i makijażu na plus :)

    OdpowiedzUsuń
  2. WOW! Elegancko, pięknie, a fryzurka dodaje lekkości i dziewczęcości. buty boskie!
    A co do mijających lat...na szczęście mnie takie przemyślenia nie dopadają, bo po pierwsze mam dwoje małych dzieci, a po drugie u nas się nigdy nie obchodziło urodzin. Ot, dzień jak co dzień, jak ktoś sobie przypomni to dzwoni z życzeniami, a jak nie to nie. dzięki temu nie dopada mnie dołek:) głowa do góry!

    OdpowiedzUsuń
  3. Super. Fryzura jest super, prezentujesz się młodzieńczo ;) a strój też fajny. Co do imprez urodzinowych to chyba już tak jest ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. WOW!! Ale elegancja Pani w cudownym szalu!! Buty super! Ale szal mnie oczarował. Gdzie kupiłaś?

    OdpowiedzUsuń
  5. A powiem Ci że lód była pycha, ja także pierwszy raz taki wielki spotkałam, zjedliśmy go w trójkę bo jedna osoba raczej by nie dała rady!

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj znam te dylematy, coraz częściej sama tak myślę, ale i często kiedyś babcia opowiadała, że jej, czy dziadka urodziny były obchodzone w liczniejszym gronie. Ba! Nawet jak wspomnieliśmy w takie urodziny o jednej bliższych nam cioć to nagle coś huknęło w szafce, ponoć jakaś patera na ciasta w tym momencie pękła!
    Wyglądałaś bardzo ładnie :) Podobasz mi się w tych eleganckich wydaniach, miła odmiana :) Chociaż w tych luzackich też :)
    Widzę, o co Ci chodzi z włosami, myślę, że muszą trochę "odreagować" po farbowaniu. Używaj odżywek nie katuj ich suszarkami ani prostownicami to będą się pięknie układać :)

    I wszystkiego najlepszego z okazji urodzin :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale elegancka jesteś.......

    OdpowiedzUsuń
  8. Jakie piękne nogi tu widzę!
    Podoba mi się szal :-)

    Spóźnione (?) : spełnienia marzeń!

    Pozdrawiam serdecznie!
    Czmiel

    OdpowiedzUsuń
  9. Najlepsze życzenia :)
    1 zdjęcie- ślicznie, tak młodziutko na nim wyszłaś :)
    Ogólnie mi się podoba, masz świetne nogi!
    Elegancja francja, ale ten szal, mimo że ładny zmieniłabym...dodaje trochę "pańciowatości" :P
    Ale ogólnie- bardzo na plus :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Przepięknie. Wpatruję się w te buty i nie mogę napatrzeć. Fantastyczne detale! JEjku, co tu będę dużo mówić - po prostu prześliczna kobieta!

    OdpowiedzUsuń
  11. Wychodzi na to, że obchodzimy urodziny w tym samym miesiącu:) Wszystkiego bardzo dobrego Ci życzę!
    Wyglądałaś pięknie!!!!

    OdpowiedzUsuń
  12. Wyglądałaś naprawdę bardzo dobrze! Te buty są śliczne, czarna sukienka sprawdza się zawsze, a do fioletu też mam słabość. Co do starzenia się i refleksji... ja się staram unikać tego tematu, bo przygnębia. Niby jestem jeszcze młoda, ale często się boję co będzie jak zabraknie rodziców. Moja rodzina była kiedyś bardzo liczna, teraz jest ledwo garstka... Ale głowa do góry, jedni odchodzą, a drudzy... przychodzą! Piszesz, że głupio ubrać martensy do starych ciotek, z czym się nie zgadzam. Ja zawsze jak idę do babci albo do mojej konserwatywnej siostry zupełnie nie myślę co wypada, lubię spojrzenie babci pełne oburzenia na mój dekolt ;) Niemniej masz rację, że strój powinien być dostosowany do okazji, czego się trzymam!

    OdpowiedzUsuń
  13. po pierwsze spóźnione życzenia, wszystkiego najlepszego, spełnienia wszystkim marzeń :)
    Wyglądałaś pięknie :) elegancko :) i te nóżki :) Te "cuś" na włosach super wyszło :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  14. Dziękuję za miłe słowa i za życzenia. W kwestii formalnej, jeszcze nie są spóźnione bo urodziny mam 14go :)

    Oaza - fakt w takich okolicznościach, pewnie nigdy Cię takie przemyślenia nie dopadną. I bardzo dobrze.

    Ramonies - u mnie niestety tylko odchodzą. I zgadzam się, że nawet do babci w martansach można pójść, ale na tę okoliczność jakoś nie pasowało mi, co resztą sama dalej piszesz :)

    OdpowiedzUsuń
  15. fryzura jest bardzo udana. hmm.. może zgapię :) muszę pomyśleć :)

    OdpowiedzUsuń
  16. No to wszystkiego najlepszego! Zdrówka, uśmiechu i spełnienia wszystkich marzeń! I oczywiście mnóstwa pomysłów i inspiracji na bloga! Sto lat kochana!!! :*

    OdpowiedzUsuń
  17. Wyglądasz zjawiskowo zwłaszcza na pierwszym zdjęciu,świetna jest ta fryzura i sukienka ,buty,wszystko jest super:)najlepsze życzenia dla Ciebie i Twoich bliskich,Pozdrawiam:)))

    OdpowiedzUsuń
  18. Bardzo ładnie i elegancko wyglądasz....

    OdpowiedzUsuń
  19. Bardzo ładnie, podoba mi się srebro na butach, a makijaż jest śliczny :D

    OdpowiedzUsuń
  20. pamiętam też z dzieciństwa, jeszcze z 15 lat temu naprawdę wielkie przyjęcia - święta, rocznica ślubu dziadków na 50 osób, urodziny, imieniny. zawsze dom był pełen moich kuzynek, wujków, przyjaciół dziadków - moi rodzice już tego nie kontynuowali na taką skalę i ostatecznie teraz naprawdę rzadko zdarza się taka fiesta. ale muszę powiedzieć, że nie tęsknię za tym jakoś specjalnie - utrzymuję kontakt z bliską rodziną, czuję się z nimi zżyta, zawsze wiemy "co słychać" u innych, nie mamy problemów z kontaktem bo mieszkamy prawie wszyscy w jednym mieście. ale te imprezy, tłum, rozmowy z dalekimi ciotkami o tym, co słychać w szkole - zawsze mnie to męczyło. wolę kameralne spotkania, przynajmniej łatwiej jest naprawdę porozmawiać, a nie tylko wymienić parę zdawkowych uwag :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Jeszcze raz dziękuję.

    Tattwa, owszem wtedy też mnie męczyły takie rozmowy z ciotkami. Nostalgia moja wynikała bardziej z nieuchronności mijającego czasu i czynnika śmiertelności w mojej rodzinie niż tęsknoty za tłumnym zgromadzeniem.

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za wizytę, cenne uwagi i wszelakie opinie. Pozdrawiam :)