Próbuję je nadrobić i rzetelnie przeglądam wszystkie Wasze wpisy, ale jest ich aż tyle, że z komentarzami już nie dam rady. Uprzejmie proszę o wybaczenie.
Poniżej przedstawiam ubranie, które było wymogiem chwili. W związku z brakiem możliwości ruchowych i czasowym "inwalidztwem", na początku musiałam mieć luźne spodnie które z trudem i tak wkładałam. Buty były całkiem poza zasięgiem więc uroda tu nie miała nic do rzeczy, musiały być takie, żeby tylko wsunąć i iść. (Skarpetki zakładał mi mąż. W wykonaniu faceta to śmiesznie wygląda - choć mnie do śmiechu nie było. Trochę to wręcz żenujące. A jak się napatrzyłam na te działania, to jak zrobiło się zimniej to rajstop nawet już nie próbowałam chcieć mieć ;) ). Potrzebowałam też coś ciepłego na grzbiecie. I tak wyszedł poniższy zestaw.
kamizelka - C&A, spodnie - Bon Prix, szalik, buty - szafa













