sobota, 16 lipca 2011

A może limonkowy wystrój?...

Pamiętacie to zdanie z reklamy? Właśnie ona zainspirowała mnie do stworzenia tego zestawu.
W roi głównej, przedmioty z fotki z przed urlopu.
Czyli znów kolorowo. Polubiłam kolory, po latach oglądania tylko czarnych rzeczy w sklepach (choć dalej i tak na 100 ubrań 90 są w smutnych barwach). Fioletowa tunika faktycznie fajnie się komponuje kolorystycznie z odcieniem spodni i rzut pomarańczu też wyszedł dobrze.
Takie se ubranko do biegania w ciepłotę i na co dzień. 










Tutaj znów "najnowszy trend" ;) pomalowania paznokcie we wszystkich występujących kolorach w stroju :)



kolczyki, koraliki - kiosk ruchu; lakier - Viper  i Inglot; spodnie allegro; filetowa tunika - George; buty - "zabytek" z szafy ;); wisiorek - H&M

piątek, 15 lipca 2011

Czerwone spodnie

To już będzie końcówcea urlopu. Tego dnia pokonałam szmat drogi by iść do fryzjera we Stolicy, bo już czupryna domagała się go całym swoim jestestwem.

Na tę okoliczność wybrałam swoje czerwone spodnie. Wiąże się z nimi pewna historia. I nie tyle w związku z kupnem, bo nabyłam je parę lat temu w Bon Prixie ale potem. Chadzam w nich namiętnie i nie zamierzam przestać. Zmartwiło mnie zatem, jak na pierwszej wizycie u stylistki ona razem z makijażystką powiedzmy, że je lekko wyśmiały, że "jak Owsiak". Na szczęście w trakcie wizyty w domu, zakwalifikowały się na kupkę żeby się ostały. Zresztą i tak by zostały, ale to mnie ucieszyło :) Do tego nie dawno czytam w jednej z gazetek typu In Style (sorry nie pamiętam w której), że czerwone spodnie to hit sezonu!! Ha. Widziałam :) Potem widziałam też nawet u jakiegoś znanego projektanta...
W gazetce wprawdzie proponowali bardziej rockową i czarną górę, ja jednak, że ostatnio tak kocham kolory więc je znów połączyłam z innymi barwami.

Niebieskie butki jazzówki, niebieskie rękawki by przykryć górną część rąk. 
Dla przygaszenia jednak trochę, szary top. Podoba mi się jego dwuwarstwowość, bo pierwsze przylega do ciała a druga zgodnie z założeniem trochę się bluzuje, przy czym marszczenie z boku dopasowuje go odpowiednio do figury.
Na torbie pojawia się czerwonym, żeby współgrał ze spodniami.
Znany już niebieski pierścionek i moje własne bransoletki....
Krótko mówiąc już do fryzjera szłam wesoła (za sprawą kolorów), a w jakim nastroju wracałam to chyba nie muszę pisać :)






spodnie - stare ale kupione w Bon Prixie, puzka - H&M, buty - no name; sweterek - F&F pierścionek, kolczyki - Rossman, 
torba - lokalny butik, zegarek - allegro, bransoletki - hand made


czwartek, 14 lipca 2011

sprawozdanie z urlopu

Jednak zdecydowałam się napisać ciut więcej o minionym utlopir.
Jako, że traktuję tego bloga bardziej jako pamiętnik więc mogę robić wpisy odmienne od tych tylko ciuchowych.
Baaa mało tego, wszyscy zamieszczają najlepsze zdjęcia, przeważnie omijając gorsze momenty. Ja też nie mam się czym chwalić zatem napiszę :)

Drugą część urlopu spędziłam na malowaniu płotu!!! Tzn malowałam go do póki była pogoda ku temu, bo jak lało to już byłam gdzie indziej i robiłam co innego hihi.
Oddając się tak wyczerpującej pracy, tak jak w głuszy jogowej ubranie jest ostatnią, rzeczą o jakiej myślałam. Mało tego czułam się momentami jak własne karykatura. A że było faktycznie źle, to dlatego tylko uchylam rąbka wizualnego :)


Do zdjęć tam się nadawał tylko borek o zachodzie słońca:





Mój najukochańszy na świecie pies,  który wabi się Brida. Normalnie do łóżka nie jest dopuszczany, nie wiem jak to się stało, że udało mi się zrobić takie zdjęcie :)


I inne "zwierzaki" ;) (Ślimak po kliknięciu na większe zdjęcie jest bardziej wyraźny i ostre są igiełki, a na oryginalnym formacie to już w ogóle. jednak niektóra jakość zdjęć to wina bloga :P )


Uczciwie pisząc, trzeba napisać jeszcze o jedzonku. Tak jak pisałam, prawidłowe odżywianie zarzuciłam. Jednak, że ruchu miałam sporo, to nawet przy jedzeniu ilości i potraw nie przepisowych przytyłam tylko kilogram. No chociaż tyle pozytywów :)
Od wczorajszego popołudnia wróciłam do spisu potraw. A dlatego dopiero później, bo jeszcze rano w pracy były imieniny koleżanki. Były pyszne serniki, i pleśniak i różne innej maści, kupa pysznego jedzenia :):):)

P.S. Do notatki z wczoraj. Dziś założyłam oba pierścionki, ale bez bransoletki, bo na drugiej wylądował różowy zegarek i pomarańczowe koraliki, adekwatnie do ciut ciu etnicznego ubranka na dziś. Ale to inny temat. :)