Cofając się do piątkowego Święta Niepodległości.
Nota bene piękna data była w tym roku: 11.11.11. Najładniejsza dla mnie, bo np. 01.01.01 czy inny nie było aż taka harmonijnie. Miałam w planach coś doniosłego zrobić, żeby kiedyś wspominać, bo łatwe do zapamiętania. Oczywiście z planów nici. Jeszcze ostatnia szansa w tym życiu to za rok 12.12.12, może wtedy coś rozsądnego wymyślę ;)
Ogólnie mniej doniośle ale bardzo przyjemnie spędziłam ten dzień. W kinie. "Listy do M." Ponownie polecam.
Wskoczyłam w dżinsy które dzień wcześniej udało mi się nabyć za całe 45,00 złotych polskich na bazarku u skośnookich. Była to miłe zaskoczenie po tych ostatnio oglądanych cenach np. KappAhl'owych gdzie z dżinsy sobie krzyczą ok 120,00 zeta.
Przypadły mi do gustu i skojarzyły z Wranglerami, które kiedyś miałam i od razu stwierdziłam, że do tego musowo Mustang'owe kowbojki trzeba wdziać. I tu się przeliczyłam. To już nie tan efekt co z dawnymi oryginałami :( Muszę pomyśleć co z tym fantem zrobić.
Góra też wydawała mi się oczywista i tu zadowolona jestem z efektu, tak samo z wyboru kopertówki dla podkreślenia odświętnego dnia :)
spodnie - bazar; bluzka - C&A, kurka - C&A, buty - Mustang; torebka - no name