Sytuacja z czasem (a raczej jego permanentnym brakiem) nie uległa niestety zmianie. "Z braku laku dobry kit". Choć też są zwolennicy teorii, że lepiej w ogóle niż kiepsko. Ja przychylam się do pierwszej wersji i dziś w ramach przerwy na lunch cyknęłam sobie parę fotek telefonem w "pracowym" lustrze. A tak mi się zachciało... !! :)
"Kreacja" z gatunku "zwyklaków" składa się z: czarnych portek (raczej dżinsowych) zakupionych u "skośnych" na bazarku. Topu fiołkowego, jasno fioletowego (czy jak by to jeszcze można nazwać) nabytego onegdaj w Bon Prixie. I "spranego różu" w postaci sweterka, zalegającego w mojej szafie, też już spory kawałek czasu z metką "C&A". Całości dopełniają czarne drewniaki/kozaczki i wisior z Allegro.
Raczej nie dojrzycie tego na zdjęciu, ale manikiur nawiązuje ściśle do stroju. 8 paznokci w bladym różu i 2 - serdeczne - w odcieniu liliowym. Makijażu jeszcze mniej widoczny ale analogicznie, całe powieki są w jasnym różu a do załamania również w liliowym. Tak to dziś "se" "biegałam" po firmie robiąc przeciąg ;)
I już. :) Zawsze chciała walnąć taki wywód i jakoś ciągle zapominałam ;) a że humor po dzisiejszym wieczorze mam dobry i o dziwo nie chce mi się spać (ale o tym to jutro i na tym drugim blogu) to się ciut dziś rozpisałam :)