Dalej jestem na odludziu. Ostatnim wydarzeniem tutaj był "Wyjazd do miasta"!! Bardzo górnolotnie powiedziane, bo to zwykłe zakupy jedzeniowe w Lidlu i na targu. Nie ma co się stroić. Dół od dresu (domowa wersja tego stroju, nie ta z poprzedniego postu :)) zmieniłam tylko na dżinsy.
Tak na marginesie, ten top ma bardziej fioletowy kolor niż na zdjęciu.
Na wierzch trzeba było zarzucić futerko chroniące prze mrozem i okulary przed ostrym słońcem.
Od zakupów jedzeniowych miał być mały wyjątek w postaci kremu tłustego adekwatnego do pogody i potrzeb cery. Skończyło się na nowych cieniach i szmince. Wszystko od razu prezentuje. Wiem, że będę teraz "katować" ten makijaż. Tak jak w ubraniu pokochałam szarości, granaty z jasnym różem i fiolet, tak makijaż będzie fioletowo-różowy-szary. Czasem może szarą kreskę wymienię na granatową :)



