czwartek, 1 marca 2012

W biegu...

Sytuacja z czasem (a raczej jego permanentnym brakiem) nie uległa niestety zmianie. "Z braku laku dobry kit". Choć też są zwolennicy teorii, że lepiej w ogóle niż kiepsko. Ja przychylam się do pierwszej wersji i dziś w ramach przerwy na lunch cyknęłam sobie parę fotek telefonem w "pracowym" lustrze. A tak mi się zachciało... !! :) 

"Kreacja" z gatunku "zwyklaków" składa się z: czarnych portek (raczej dżinsowych) zakupionych u "skośnych" na bazarku. Topu fiołkowego, jasno fioletowego (czy jak by to jeszcze można nazwać) nabytego onegdaj w Bon Prixie. I "spranego różu" w postaci sweterka, zalegającego w mojej szafie, też już spory kawałek czasu z metką "C&A". Całości dopełniają czarne drewniaki/kozaczki i wisior z Allegro.
Raczej nie dojrzycie tego na zdjęciu, ale manikiur nawiązuje ściśle do stroju. 8 paznokci w bladym różu i 2 - serdeczne - w odcieniu liliowym. Makijażu jeszcze mniej widoczny ale analogicznie, całe powieki są w jasnym różu a do załamania również w liliowym. Tak to dziś "se" "biegałam" po firmie robiąc przeciąg ;)
I już. :)  Zawsze chciała walnąć taki wywód i jakoś ciągle zapominałam ;) a że humor po dzisiejszym wieczorze mam dobry i o dziwo nie chce mi się spać (ale o tym to jutro i na tym drugim blogu) to się ciut dziś rozpisałam :)







sobota, 25 lutego 2012

Końcówka

Tamtego dnia (po makijażystce, z poprzedniego postu) powstały jeszcze 3 zdjęcia zanim padł aparat. W innym stroju. Byłam wtedy u mamy i taki miałam przygotowany na następny dzień do pracy.
Problemy ze światłem i brakiem butów jak poprzednio. A zresztą, bez komentarza. Niewiele zdjęć to i nie wiele gadania ;)






wtorek, 21 lutego 2012

Stan mojego umysłu na dziś rano wyglądał tak:
Zdjęcia zrobione dawno temu ale nawet nie mam czasu ich wgrać w komputer, a co dopiero obejrzeć, o reszcie nie wspominając. Nie mam czasu spojrzeć na inne blogi a co dopiero je skomentować. Siłownia opłacona a nie byłam na niej ani razu. Chałupę niedługo chyba rzeżucha porośnie. Z kosza wysypują się ciuchy wołające o umieszczenie ich w pralce. Mogłabym pewnie jeszcze tak długo. Teraz tylko pracuję i śpię. Przepraszam jeszcze jem ale to na razie pomińmy. I ogólnie wszystko było do "d".

Potem wyjście z pracy o ludzkiej porze i wyprawa na siłownie sprawiła, że znalazłam zapał na zgranie zdjęć. Okazało się, że nie bardzo jest z czego wybierać, jednak obiecałam, z okazji opowiadania  jak to przypadkiem dorobiłam się profesjonalnego makijażu TUTAJ.

No to próbowałam, próbowałam, z lampą i bez... 

Niestety żadna fotka mi się nie podoba. Jedną postanowiłam umieścić, że jednak takie próby były :)


Przy okazji moje ukochane połączenie kolorów, jasno różowy z granatem. Strój dość często "katuję". Widzę, że w ferworze walki nigdzie stopy się nie załapały. A w ogóle potem padł mi aparat i poprawki nie były możliwe :( Ehh...