niedziela, 7 sierpnia 2011

"Mandelsonem stukają kopyta..."

Pierwszy tytuł jaki mi się nasunął, miał być" "każda wariatka ma w głowie kwiatka" ale, że o poważnych rzeczach ma być to zdecydowanie wymagał zmiany.

W piątek moja znajoma postanowiła zasilić szeregi zaobrączkowanych. Ja uczestniczyłam w tym niecnym procederze. Ślub tylko cywilny dla formalności, jednak jakiś godny przyodziewek trzeba było wymyślić.
Baa. Łatwo powiedzieć. Jak tu nagle jak na złość, żar z nieba się lał. Postawiłam na sukienkę maxi (coraz bardziej się do nich przekonuje). Nabyłam ostatnio na przecenie granatową. Uznałam za adekwatną do okoliczności. Buty jednak z wielu i różnych względów (bez sensu ich przytaczanie) musiały być płaskie. Wybrałam złote jako bardziej oficjalne balerinki. Trochę złota w dodatkach. Jeden z "genialnych" sweterków z F&F, no i dorzuciłam znów tego kwiatka, jako kolorystycznie współgrającego.







 Tu jeszcze rzucik na sukienkę bez sweterka.
sukienka - C&A, sweterek - F&F, buty - Outlet, naszyjnik - H&M, duży pierścionek - Claire's, 

I I jeszcze fotka z Urzędu Stanu cywilnego z Panną Młodą. A, że chodzi w mojej wadze, i w końcu przy kimś nie wyglądam jak mamut, to się świtanie nadaje do tamatu ubrań XXXL :) Ten mały różowy przecinak obok nas to córka w/w :)




W Urzędzie Stanu Cywilnego mają fajne lustra :P Ten brzydal obok mnie to mój mąż ;) Nie wie, że tu dziś będzie gościł i jego mina to wyraz "zamiłowania" do fotografowania jego persony, żeby ktoś nieopatrznie zrozumiał :)




Jak już tak "obco dzisiaj.To nie mogę ominąć mojej ulubienicy (drugiej córki Panny Młodej). W takich chwilach jak ta na zdjęciu, żałuję, że nie mam córeczki. Choć na pewno nie była by taka, więc szybko przechodzi :)

Jeszcze mała anegdotka. "Pani ksiądz" z urzędu stanu cywilnego, powiedziała, że to moja córeczka. Oburzona mama zaprotestowała. Pani brnęła dalej, że jednak bardziej jest podobna do mnie niż do niej :P




Mała ma nie wątpliwą urodę, niesamowity dryg do pozowania etc. Jako ciekawostkę przedstawię fotkę. Jutka na niej sama wybrała i ubrała, umalowała, upozowała się. No może makijaż adekwatny do wieku, ale zadatki na fashonistke są :)

piątek, 5 sierpnia 2011

a little bit... DIY

D.I.Y to określenie dopiero nie dawno odkryłam. Podoba mi się. Krócej niż hand made. A do tego tyle treści w sobie zawiera.
Odkryłam też blogi dziewczyn które to stosują.  I tak "jak wszyscy, to wszyscy...i babcia też"!
Za niem jednak do tego dojdę, to stylizacje w której od "dzieło" zostało wykorzystane.
































Photos by 'Haneczka'
spodnie - Bon Prix; top w paski - H&M; narzutka, kolczyki - szafa; buty - no name, torebka - T.T.Maxx, bransoletki - DIY ;)

Fakt zdolności szycie u mnie są równe zeru. Inne manualne wykonania też nie za mocne, ale nabrałam trochę odwagi i postanowiłam spróbować i chlasnąć spodnie.
Portki typu dżins z denerwującym wykończeniem a'la narciarki. "Bóg mnie opuścił" jak je nabywałam. Jeszcze bardziej jak je ze dwa razy założyłam. Ale potem się skurczyły ( nie, nie, tym razem z długości :)) i już całkiem się nie nadawały. Raz nawet w obieg poszły do wydania, ale wróciły. No na czym jak na czym ale na rzeczy do wyrzucenia można śmiało się po wyżywać.

Dobra wyżywania nie było dużo, bo tylko obcięła i na tym zakończyłam działalność. Najpierw odcięłam same "uchwyty" potem resztę.

Kontenta, że udało mi się przeprowadzić tę trudną sztukę obcinania i w szale twórczym poszłam dalej. Postanowiłam stworzyć z odciętych kawałków bransoletki. Ubolewam, bo przeważane okrągłe bransoletki nie chcą mi wchodzić przez dłoń. Znalazłam zatem coś co mi przeszło. Oblekłam pozostałością po dżinsach. I mam. Jak się kiedyś dobierało torebkę do butów, teraz kolor jej do ubrania, tak ja mam bransoletki idealnie dopasowane do spodni :):) Chustki dawno nosiłam na rękach, to teraz mam połączenie materiału z kołową bransoletką. Nawet jak ktoś gdzieś to już wymyślił, to ja wcześniej tego nie widziałam i uważam to za własny wynalazek ;)
Zaakceptowanie dzieła nie jest obowiązkowe, ale mnie sprawiło wiele radości tworzenie i tak samo potem noszenie.







wtorek, 2 sierpnia 2011

Ciemna strona mocy

Wszyscy piszą o pogodzie, ja się wzbraniałam jak mogłam. Jednak brak słońca jest u mnie widoczny. Najpierw "bez-kolor" a teraz całkiem mnie zaćmiło i na czarno się oblekłam. Nawet paznokcie przybrały tę barwę.

Dużo komentować tu nie trzeba. Jak jest każdy widzi. Tylko moje odczucie zaznaczę. Wdzianko wierzchnie trochę z gotykiem mi się skojarzyło, albo z uciętą dawną suknią. Przez chwilę czułam się jak z innej epoki - do końca nie wiem jakiej, ale było fajnie :)

Nota bene, jakieś prawo Murph'ego by się pewnie znalazło na tę okoliczność. Bo jak wczoraj ubrałam te ciemne ciuchy to jak na złość słońce wyszło.


Photos by 'Haneczka'
wdzianko - sh, bluzka - bon prix; legginsy - zabijecie ale nie pamiętam, buty - no name, kolczyki - szafa, 
bransoletka - Bijou Brigitte