W piątek moja znajoma postanowiła zasilić szeregi zaobrączkowanych. Ja uczestniczyłam w tym niecnym procederze. Ślub tylko cywilny dla formalności, jednak jakiś godny przyodziewek trzeba było wymyślić.
Baa. Łatwo powiedzieć. Jak tu nagle jak na złość, żar z nieba się lał. Postawiłam na sukienkę maxi (coraz bardziej się do nich przekonuje). Nabyłam ostatnio na przecenie granatową. Uznałam za adekwatną do okoliczności. Buty jednak z wielu i różnych względów (bez sensu ich przytaczanie) musiały być płaskie. Wybrałam złote jako bardziej oficjalne balerinki. Trochę złota w dodatkach. Jeden z "genialnych" sweterków z F&F, no i dorzuciłam znów tego kwiatka, jako kolorystycznie współgrającego.
sukienka - C&A, sweterek - F&F, buty - Outlet, naszyjnik - H&M, duży pierścionek - Claire's,
I I jeszcze fotka z Urzędu Stanu cywilnego z Panną Młodą. A, że chodzi w mojej wadze, i w końcu przy kimś nie wyglądam jak mamut, to się świtanie nadaje do tamatu ubrań XXXL :) Ten mały różowy przecinak obok nas to córka w/w :)
W Urzędzie Stanu Cywilnego mają fajne lustra :P Ten brzydal obok mnie to mój mąż ;) Nie wie, że tu dziś będzie gościł i jego mina to wyraz "zamiłowania" do fotografowania jego persony, żeby ktoś nieopatrznie zrozumiał :)
Jak już tak "obco dzisiaj.To nie mogę ominąć mojej ulubienicy (drugiej córki Panny Młodej). W takich chwilach jak ta na zdjęciu, żałuję, że nie mam córeczki. Choć na pewno nie była by taka, więc szybko przechodzi :)
Jeszcze mała anegdotka. "Pani ksiądz" z urzędu stanu cywilnego, powiedziała, że to moja córeczka. Oburzona mama zaprotestowała. Pani brnęła dalej, że jednak bardziej jest podobna do mnie niż do niej :P
Mała ma nie wątpliwą urodę, niesamowity dryg do pozowania etc. Jako ciekawostkę przedstawię fotkę. Jutka na niej sama wybrała i ubrała, umalowała, upozowała się. No może makijaż adekwatny do wieku, ale zadatki na fashonistke są :)














